Jak napisać i wydać własną książkę

  • by

Co on wie? Napisał jedną książkę o wystąpieniach publicznych i się mądrzy. No tak, napisałem jedną i chcę Wam o tym opowiedzieć. Być może te informacje zaoszczędzą Wam czasu i pozwolą napisać coś własnego. Czy to wystarczy? No nie, opowiem tez co nieco o tym, jak powalczyć o wydanie własnej książki. Nie będzie to jednak opowieść o self-publishingu, ale o wydaniu książki z wydawcą.

Dowiesz się zatem, jak można pracować nad książką, by ją stworzyć, oraz co zrobić po jej napisaniu. A wszystko z perspektywy debiutanta, który jednak wydał książkę z prestiżowym Wydawnictwem Naukowym PWN. I to na temat swojej pasji, wszach tytuł to: „Sztuka autoprezentacji i wystąpień publicznych”. Tak, jest to swoisty product placement.

Jak się to robi?

Po pierwsze nie byłoby tego, gdyby nie siedziało we mnie od dawna to coś. Chęć przekazania tego, co we mnie siedzi od dawna, stanowiła motor do napisania tych dwustu stron. Jak śpiewa klasyk: czasem człowiek musi, inaczej się udusi. Po pierwsze zatem powinno się mieć chęć przekazania czegoś, a to coś to: wartość związana z Twoim przekazem.

To trochę tak jak z dobrym wystąpieniem publicznym. Aby takie wygłosić, trzeba mieć przekonanie, że to ma sens, że się przyda, że stanowi nie tylko owoc własnych doświadczeń, ale i owoc, który będzie smakował innym. To po pierwsze.

Po drugie ważny jest tzw. za przeproszeniem research, zbadanie źródeł. Chęć dojrzewała we mnie od dawna. Dwa lata temu zrezygnowałem jednak z pisania, bo zobaczyłem, że ktoś napisał już dokładnie to, co sam chciałem stworzyć. No po co – pomyślałem, przecież to bez sensu. Aż w końcu znalazłem formułę, która pozwoliła przemycić mi to, czego tam nie było. Przeżyłem swoje, nabyłem jeszcze więcej doświadczenia, przeczytałem chyba wszystko, co było godne uwagi i miałem pewność, że takiej książki nie ma. Dało mi to więcej pewności siebie.

Po trzecie: praca.

Pierwszym jej elementem jest regularny research. Sprawdzamy, co na nasz temat jest napisane nie tylko po polsku, ale i w językach obcych. W moim wypadku wystarczyło sięgnąć do źródeł anglojęzycznych.

Drugim elementem pracy były moje własne wystąpienia, doświadczenia trenerskie i wszelkie inne związane z publicznym występowaniem. Książka jest bowiem owocem lektur nie tylko publikacji innych autorów, lecz przede wszystkim własnych doświadczeń. To ją wyróżnia spośród innych plus autorskość ujęcia wybranych kwestii.

Trzecim elementem składającym się na pracę jest orka, przepraszam, regularne pisanie. To oczywiście także ogromna przyjemność, ale nie tylko. Najłatwiej jest zacząć – tak uważam. Najtrudniej kontynuować z uśmiechem na ustach. Nauczyłem się kontynuować bez uśmiechu. Wena występuje czasem. I właśnie dlatego, ze tak jest, nie licz na nią. Licz na regularność. Siadaj i pisz, choćby nie wiem, co. To rada zawodowców, która wziąłem sobie do serca, ale… dla każdego regularneość będzie znaczyła coś innego.

Na początku pisałem stronę, a nawet kilka dziennie, by następnie sobie odpocząć od pisania kilka dni, by lepiej zgłębić dany temat. To ważne, by nie pozwolić sobie na zamknięcie się w tym, co wiemy. Niekiedy pisanie sprawia, że zadaję sobie pytania i szukam odpowiedzi, już poza pisaniem, dokształcając się. To nieuchronne. I zdrowe. Niezdrowe jest zgłębianie bez końca, dlatego trzeba umieć powiedzieć stop, już wystarczy.

Osobiście wolałem pisać raz na dwa-trzy dni po kilka stron, niż codziennie po jednej czy jakkolwiek inaczej. Pomiędzy dniami z pisaniem, miałem dni z poszukiwaniem i refleksją. Wszystko to złożyło się na regularność pracy nad książką, obejmującą pisanie, ale jak już wiesz: nie tylko. Tak mam jednak ja. Sprawdź, jak masz Ty.

Kolejnym aspektem jest pora pisania. Dla mnie najlepsze były poranki i późne popołudnia, kiedy czułem, że dzień się kończył i nikt niczego ode mnie nie będzie chciał.

Jak jest u Ciebie, nie wiem. Sprawdź. Jeśli go nie znasz, poznaj swój rytm dobowy i zgraj pisanie z nim. Bez tego trudno będzie wejść w regularność.

To tyle o pisaniu. Samo napisanie książki to za mało. Może to zrobić każdy. Nie każdemu jednak udaje się zainteresować świat swoją propozycją. Co robić? Szukać. W większości przypadków moja książka była… odrzucana, pewnie nawet nie czytana. Dostałem tylko jedną odmowną odpowiedź na x wysłanych zagajeń. To normalne, gdy nikt Cię nie zna. Nawet gdy znalazłem zainteresowanego Wydawcę, którym był PWN, nie wystarczyło to, by go ostatecznie przekonać.

Musiałem być przygotowany. Co to znaczy? Musiałem umieć powiedzieć, czym moja książka różni się od tych, które są na rynku. Solidny research, o którym wspomniałem na początku, był na wagę złota.

Doskonale wiedziałem, czym się moja pozycja odróżnia. Zachęcony więc do dalszego działania przygotowałem wszechstronną analizę porównawczą.

To jednak nie wystarczyło. W obliczu koronawirusa zobowiązałem się do tego, by książkę uzupełnić o podrozdział i dodatki dotyczące świata online. Musiałem więc wykazać się również elastycznością. Dzięki temu powstała pozycja faktycznie najbardziej wszechstronna spośród dostępnych na rynku.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie przedstawiciel Wydawcy. Mogę powiedzieć, że życzę każdemu autorowi takiej osoby po stronie Wydawnictwa. Życzliwość i profesjonalizm okazane podczas współpracy sprawiły, że była ona nie tylko sprawna, ale i przyjemna.

Mamy więc dwie części: pisanie i szukanie wydawcy. Elementami pisania są: Twoja własna wiara, research, wiedza, doświadczenia i ciężka regularna praca. Elementami szukania wydawcy: Twoja własna wiara, konsekwencja, dobra analiza, elastyczność i… łut szczęścia. Bez tego ostatniego trudno mówić o powodzeniu. To jednak tylko jakieś 5 procent. Nie mam na to żadnych badań. Być może decydujące 5%, ale większość pracy należy do Ciebie, tak więc nie czekaj, tylko pisz. Jeśli tylko masz chęć i wierzysz, że to, co chcesz przekazać, przyniesie innym wartość.

Powodzenia!

Chcesz więcej podobnych treści? Zapisz się na newsletter:

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *